O jeden krzyżyk za daleko... w końcu musiałam przyjąć do wiadomości, że różnica tego jednego krzyżyka jednak ma wpływ na wygląd całości. A zrobiłam za dużo w górnej ramce i potem już poszło.
Niech to ....!!!
Już mi się wcześniej nie podobało, że reniferek jakoś tak odstaje od środka, ale nie poświęciłąm tej myśli więcej czasu. byłam pewna, że jest dobrze, bo przeliczałam ramkę kilkakrotnie.
A teraz przy zawijaskach jest już całkiem nie bardzo.
Praktycznie mam do wyprucia i do poprawki większość prawej strony (patrząc na zdjęcie).
Nie chcę nic kombinować i sztukować, bo mnie samej będzie przeszkadzać świadomość takiego własnoręcznego bubla.
Czyli u mnie to już prawie norma... miało być pięknie, a wyszło jak zawsze.
Jednak postaram się nie zniechęcić do stopnia porzucenia robótki i powoli dokonać poprawek.
Robótkowo nowy rok już zaczął się nowymi projektami - w planach są i mniejsze i większe.
W większości będą to nasze forumowe SAL-e, o których w następnym poście.
Dzisiaj wyciągnęłam z niebytu moje druty (od czerwca nieużywane!). A to przy okazji pociągowej. Zawsze w pociągu robię na drutach, w moim przypadku haftownie to zbyt duża ekwilibrystyka jak na warunki podróżne.
Ponieważ zima się objawiła (mróz będzie, albo i nie będzie) zrobię dla siebie prosty szyjogrzej.
Ten który miałam poprzednio jakoś szybko się wysłużył, po prostu rozciągnął się aż za bardzo.
Sprułam go i robię jeszcze prostszą wersję, bez kołnierza.
Dzisiaj miałam prawie dejavu - a to za przyczyną artystycznych dusz, działających w naszych kolejach. Zawsze mnie wprawiają w podziw i wywołują radość nazwy niektórych pociągów, szczególnie w zestawieniu z ich trasą.
Dzisiaj trafiłam do pociągu o wdzięcznej nazwie "Łęcka" (chociaż panna Izabela zawsze mnie wkurzała). Po drodze, w okolicy Koluszek, minął nas pociąg "Wokulski" - aż szkoda, że to nie było w Skierniewicach...
Ponieważ zima się objawiła (mróz będzie, albo i nie będzie) zrobię dla siebie prosty szyjogrzej.
Ten który miałam poprzednio jakoś szybko się wysłużył, po prostu rozciągnął się aż za bardzo.
Sprułam go i robię jeszcze prostszą wersję, bez kołnierza.
Dzisiaj miałam prawie dejavu - a to za przyczyną artystycznych dusz, działających w naszych kolejach. Zawsze mnie wprawiają w podziw i wywołują radość nazwy niektórych pociągów, szczególnie w zestawieniu z ich trasą.
Dzisiaj trafiłam do pociągu o wdzięcznej nazwie "Łęcka" (chociaż panna Izabela zawsze mnie wkurzała). Po drodze, w okolicy Koluszek, minął nas pociąg "Wokulski" - aż szkoda, że to nie było w Skierniewicach...
2 komentarze:
Ja też nie lubię poprawek, ale jak trzeba to pruję. Trzymam kciuki.
Trzymam kciuki za prucie i nie poddawaj się...ja niestety miałam mniej więcej podobnie jak Ty, z tym, że z tej strony, od której zaczęłam. Mając około 1/4 obrazka wykryłam błąd i musiałabym spruć w zasadzie wszystko...a to ze względu na to, że zaczęłam tez sobie jakoś za nisko i obniżając jeszcze dodatkowo wzór nie zmieściłby mi się na tym kawałku tkaniny jaki sobie przycięłam. Efekt jest taki, że ten niewypruty bubel siedzi w szafie nieskończony i taki już pozostanie :O(
Prześlij komentarz