Po raz trzeci Aploch organizuje zabawę Świąteczny SAL, której banerek już wisi u mnie na blogu.
I ja po raz trzeci z radością zgłosiłam się do tej zabawy.
Co prawda moje poprzednie razy nie były takie idealnie udane, bo pierwszą choinkę skończyłam po czasie, a ubiegłorocznego obrazka nie skończyłam wcale i leży odłożony, ale w tym roku mam nadzieję wyrobić się w terminie.
Wybrałam od razu, bez namysłu wzór Lili Soleil, na który głosowałam.
Chciałam w pierwszym wpisie na blogu SALowym pokazać materiały i może już jakiś początek, bo bardzo chciałabym zacząć, ale...
Zdobycie wymarzonego materiału nie jest tak proste, co mnie mocno zdziwiło.
Słuchając o problemach koleżanek z innych miast, wydawało mi się, że Łódź jest zupełnie nieźle zaopatrzona.
Okazało się, że nie tym razem.
Były do wyboru wszystkie inne kolory i wielkości kanwy, w zestawach, w kawałkach i na metry...tylko mojego nie było.
A poszukiwałam aidy 16 w kolorze zbliżonym do ciemnego lnu.
Na lnie próbowałam haftować, ale skończyło się na nieudanych ćwiczeniach i zniechęceniu (mam nadzieję, że tylko na razie).
Po odwiedzeniu głównych punktów w mieście, pozostałam z niczym, a właściwie z dwiema możliwościami.
Albo zamówić w sklepie internetowym - na co mi za bardzo szkoda kasy dla jednego zakupu, albo zabawić się w farbiarkę domową (już próbowałam, więc mam trochę doświadczeń własnych).
W czasie kilkudniowego rajdu sklepowego, ostatecznie dobiła mnie wizyta w pasmanterii, w której najczęściej robię zakupy.
Po przejrzeniu dostępnego asortymentu, ekspedientka wyciągnęła jeszcze jedną belę aidy (z tych dużych, stojących).
Była to co prawda aida 14, ale w bardzo ciekawym kolorze, dość zbliżonym do lnu (szaro-brązowa), z maziajami dającymi złudzenie faktury drewnianej. Wcześniej nie widziałam takiej kanwy w ofercie.
Mimo, że to 14 jednak zdecydowałam się na zakup.
Przeszłyśmy do lady, a tu po rozwinięciu okazało się, że jest to końcówka z bardzo mocno pogniecionym brzegiem.
Tym, na którym bela materiału stała cały czas.
Dłuższą chwilę trwała nasza dyskusja nad tym pogniecionym brzegiem, bo ja chciałam kupić materiał nie pognieciony, a sprzedawczyni (nagle mocno zirytowana) udowadniała mi, że może ciąć materiał tylko w jeden sposób.
Czyli taki, w którym ja muszę kupić fragment tego pogniecenia - pasek ok. 15 cm szerokości, który od razu mogę wyrzucić.
Biorąc pod uwagę cenę za metr - ponad 70 zł, bo to aida produkcji DMC, odechciało mi się zakupu.
Z jakiej racji klient ma płacić za bałaganiarstwo i bylejakość pracy obsługi sklepu?
Materiał sam się nie pogniótł.
Na moją uwagę, że powinna po prostu odciąć ten cały zagniot, sprzedawczyni (cały czas na siłę prostowała materiał), straciła ochotę na rozmowę ze mną, zapakowała materiał do plastikowego worka, odstawiła na miejsce i poszła w głąb sklepu do koleżanki.
Ale powiedzcie, proszę, czy ja przesadzam i stosuję tu jakieś grymasy?
Bo momentalnie poczułam się żywcem przeniesiona do sklepu w PRLu, który bardzo dobrze pamiętam.
Sama się przekonałam, jak trudno jest czasami rozprasować zagniecenia od tamborka, albo złożenia materiału kupionego w sklepie w małym kawałku - nawet po namoczeniu i wypraniu skończonej robótki.
A za kilka dni mam nadzieję pokazać kanwę własnoręcznie ufarbowaną, może jakiś efekt zbliżony do ideału uda mi się osiągnąć.
Mimo ulewnego deszczu, wracając z pasmanterii, skręciłam jeszcze do małego sklepiku, w którym prawie można dostać "mydło i powidło".
Tam kupiłam brązową farbę do tkanin... i albo ją wykorzystam, albo zabawię się barwnikiem naturalnym.
W moich pierwszych próbach wykorzystałam kawę, ale niestety efekt końcowy zepsuły właśnie te mocno zaznaczone linie złożenia materiału. Nie usunęłam ich do końca i pięknie się zafarbowały osobno, tzn. najmocniej.
3 komentarze:
No ja się wzięłam za len, ale ...no właśnie nie wiem czy dobrze odmierzyłam początek robótki i teraz mam stres czy mi się zmieści, czy trzeba będzie pruc...a że bardzo tego nie lubię pewnie stanie na tym, że zacznę od nowa.
Nie sądzę, byś wymagała zbyt wiele od porządnego sklepu... To raczej ta pani powinna się szybko udać na jakieś specjalne szkolenie nie tylko ze sposobów przechowywania towaru, ale też obsługi klienta.
Kiniu - ja też tak często robię, wolę zacząć na nowym kawałku, niż pruć wszystko.
Oczywiście odkładam te zaczęte kanwy na później, żeby w wolnej chwili wypruć.
I tak już mam mały zbiór - chyba muszę sobie zrobić specjalną akcję w tym celu.
Aneladgam - sama prawda.
Prześlij komentarz