To moje tempo pracy, którego nie potrafię zmienić... skrzyżowanie ślimaka z żółwiem...
Poświęcam krzyżykom wszystkie wieczory (w towarzystwie telewizora), dużo dziubię, a efekty niezmiennie słabiutkie.
Tak do końca nie jestem w rozpaczy z tego powodu, bo nigdzie mi się nie spieszy, nie mam żadnych terminów, bawię się tym dla siebie.
Ale chciałabym tyle różności zrobić, tyle wzorków podoba mi się, a to się okazuje niemożliwe (bo życia mi nie wystarczy).
Pewnie to skutek mojego sposobu wyszywania, który stosuję jako ten samouk.
Nie umiem robić krzyżyków tak, jak to pokazują wszystkie mądre książki, gazetki i inne cuda internetowe (na rysunkach, na filmikach). Jakoś tak ukosem powinnam wbijać igłę w dwie różne, ale odpowiednie dziurki.
Zanim się o tym dowiedziałam, sama zaczęłam swoim sposobem, no i już przepadło.
Ja wbijam igłę w dziurkę, a następnie przekładam rękę pod tamborek i tam wyciągam nitkę, a potem wbijam igłę w następną dziurkę... wracam ręką nad tamborek i wyciągam nitkę...wbijam igłę...przekładam rękę...
Jakby tak policzyć i zsumować czas tych wszystkich przekładanych ruchów ręką, to nie wiem, ile godzin by się zebrało.
To jest zupełnie takie samo heretyckie haftowanie, jak z drutami się ostatnio okazało...
W ramach ż/ś troszkę przybyło krzyżyków na moim przedpokojowcu - malizna straszna!
No, może trochę mnie usprawiedliwia aktualne jesienne przeziębienie...

10 komentarze:
Ja też tak krzyżykuję. Na tamborku się chyba inaczej nie da?
No i dzięki tej technice masz idealnie równe krzyżyki, całkiem poprawnie, czasochłonnie ale efekt będzie doskonały!
No ja przyznam szczerz krzyżykuję dokładnie tak samo, nie umiem inaczej :O)
A przedpokojowiec wychodzi fantastycznie.
Hafcik fajnie wychodzi :) I witaj wśród heretyków :):) Chyba najważniejsze żeby haftowac tak jak wygodniej a nie jak w książkach piszą :P ja ostatnio dowiedziałam się że oprócz xxx to i moje szydełko tez heretyckie jest :)
Hafcik świetny. Mi czasami udaje się tak krzyżykować jak się powinno, a czasami nie, ale kto by się przejmował. Najważniejsze, że efekt piękny. Podziwiam, że dajesz radę na takiej drobnej kanwie i bez narysowanych krateczek (moja kanwa jest wymalowana ołówkiem aż miło co 10 dziurek linia inaczej bym nie potrafię).
Pozdrawiam
ja też umiem tylko tak :D
czekam na dalszy ciąg przedpokojowca - zapowiada się bardzo ładny :)
Jestem pozytywnie zaskoczona, czytając Wasze wpisy, bo myślałam, że to jakaś mniejszość heretycka jest :)
Nikt mi nie pokazał na żywo podstaw, zaczęłam sama i teraz, kiedy czasami patrzę na te wszystkie szkółki sama źle oceniałam swoją technikę.
Szczególnie, kiedy czytam na niektórych blogach o miętoszeniu kanwy w łapkach.
A tak - pocieszyłam się :)
Eliso - też tak myślę, że chyba się nie da inaczej na tamborku, chociaż czasami mam wątpliwości (właśnie patrząc na zdjęcia).
Jojcia - to moje wyszywanie bez kratek to kolejny efekt samouctwa.
Zaczęłam tak, bez rysowania, a dopiero później trafiłam na fora i blogi robótkowe.
Tam dowiedziałam się o tych sposobach.
Kiedyś raz spróbowałam - na niedużym hafciku (torebeczka-igielnik, wzór z różyczkami - jest taka seria kwiatowa igielników.)
I powiedziałam sobie: nigdy więcej.
Po pierwsze - dodatkowa strata czasu na męczenie się z rysowaniem kratek.
Po drugie - okazało się dla mnie kompletnie nieprzydatne, a nawet te kratki mi przeszkadzały.
Tak więc wszystkie robię bez żadnych oznaczeń (fastryga nitką), ani malunków.
A potem jeszcze się męczyć ze spieraniem - nie, to nie dla mnie.
Dziękuj za doping - przyda się :)
Piękny hafcik :-)
To ja jeszcze dołączę do grona heretyków i krzyżówki ślimaka z żółwiem....
I chyba nie o prędkość chodzi tylko o przyjemność......
Tak wiem, że czasami żal d.... ściska jak inni mają turboigły... tyle więcej haftów mogło by powstać.... Ale ja i tak cieszę się z każdego krzyżyka postawionego (ziarnko do ziarka .....)
Pozdrawiam
pieknie wychodzi i nie wazne jak dlugo sie wyszywa a w Drzwiach przybylo duzo krzyzykow
Prześlij komentarz