Jubileuszowy nie w sensie jakiegoś szczególnego numeru w moim skromnym dorobku, ale ze względu na przeznaczenie, czyli prezent z tzw. okazji.
Okazją była sześćdziesiąta rocznica ślubu moich teściów.
I jak zwykle to u mnie bywa pomysł na taką ślubną pamiątkę pojawił się dość późno, tak na styk.
Siedziałam sobie wygodnie na leżaczku na werandzie Leśnego Domku, kiedy nagle mnie olśniło, że impreza już za dwa tygodnie i może być tak coś wydziubać.
Pogrzebałam w zapasach wzorkowych, wybrałam jednokolorowy, bo takie lubię coraz bardziej.
Miałam tylko sam schemat (bez zdjęcia gotowego haftu).
Pracowałam sobie spokojnie, krzyżyków przybywało, pokazywałam urobek dziewczynom na forum (taki dodatkowy doping).
Zostało już niby niewiele, aż tu nagle niespodziewanie nic nie mogłam zrobić przez całą sobotę (dzień przed uroczystością). Cała sobota to był jeden wielki bieg i stresy rodzinne.
Wyrobiłam się w terminie, chociaż biegiem na finiszu.
Musiałam wszystko zakończyć do godziny 10.30 w niedzielę.
Musiałam wszystko zakończyć do godziny 10.30 w niedzielę.
Za robótkę mogłam się wziąć dopiero wieczorem, ale uparłam się, że będę dziubać aż skończę.
Usiadłam po godzinie 21 do haftowania i tak sobie pracowałam do 4 rano.
Stan o godzinie 4 rano
Stan o godzinie 4 rano
Krótki sen, śniadanko, kawa - o godzinie 9 rano szybkie wyszywanie literek i cyfr (chyba z tego pośpiechu S wydaje się trochę koślawe)
a potem pośpieszne pranie, prasowanie i oprawianie w ramkę.
Zdjęcia całości jak zwykle byle jakie - coraz bardziej mnie to zniechęca, że mi zdjęcia robótek nie wychodzą.
Ale to też wina tej zawsze ostatniej chwili i braku czasu na próby.
Przy prasowaniu i oprawianiu pomagał mi mój M, bo ja musiałam być gotowa do wyjścia o godzinie 11.
Jakoś się udało...
Szczegóły techniczne:
aida 16 DMC w kolorze ecru (bardzo lubię ten odcień), mulinka DMC 498 (bordowy).
Przesłanie dla mnie: zostawiać sobie jeszcze większy margines czasu, bo nigdy nic nie wiadomo.
Niby jest dobrze - spokojnie, mamy czas, ale w praktyce to już zupełnie inna bajka...
Przesłanie dla mnie: zostawiać sobie jeszcze większy margines czasu, bo nigdy nic nie wiadomo.
Niby jest dobrze - spokojnie, mamy czas, ale w praktyce to już zupełnie inna bajka...



7 komentarze:
Zaiste! Tempo masz niezłe !! :)
A haft - cudny!!!!!
Podziwiam za wytrwałość do 4 rano xxxx /../.
Z tej opowieści wynika, że nie ma dla Ciebie rzeczy niemożliwych :D
Haft jest piękny!
Pięknie ci wyszło to serce, oj pięknie!
Cudowny hafcik. Warto było poświęcić te ostatnie minuty dla takiego efektu. Przyznam szczerze, że mnie również zdarzyły się takie sytuacje, gdzie 5 minut przed wręczeniem niespodzianki robiłam końcowe popraweczki.
Wyszedł cudownie, znam doskonale temat robienia wszystkiego na ostatnią chwilę :O)
Ostatnio jednak staram się pilnowac :O)
Dziękuję :)
Prześlij komentarz