poniedziałek, 13 lutego 2012

Drobiazgi w trakcie...

Mroźna zima podobno ma się już skończyć, czego ja bardzo żałuję.
Dla mnie to były wspaniałe, prawdziwie zimowe dni, pełne słońca i czystego nieba, z oddechem pełnym krystalicznie mroźnego powietrza.
Jakież to było przeciwieństwo tej zgnilizny plusowych temperatur z początków stycznia.

W ciągu tych syberyjskich klimatów jakoś nie miałam ochoty na robótki czynne - wolałam te nieliczne wolne chwile poświęcić na czytanie ciekawostek w internecie, odwiedzanie blogów, oglądanie wzorków.
I oczywiście jak zawsze gotowanie - teraz na pierwszym miejscu zimowych zup.

Wczoraj jednak sięgnęłam po leżący cały czas pod ręką hafcik SAL-owy - poduszeczka na igły.


Poduszeczka powstaje w kolejnej zabawie forumowej, tym razem pod hasłem "Akcesoria robótkowe".
Jedynym minusem tej pracy jest konieczność haftowania w rękach, czego szczerze nie znoszę.
Ale robótka jest zbyt mała na gniecenie jej tamborkiem.
Z bólem serca musiałam wybrać spośród wielu kuszących możliwości (mniejszych i większych) robótkę małą, prostą, łatwą i przyjemną.
Taką, którą zdążę zakończyć w terminie zabawy. Trzeba jednak patrzeć realnie na własną wydolność krzyżykową.
Szczególnie, że jednocześnie chciałabym wreszcie zakończyć długofalowy proces powstawania igielnika-torebeczki.
Haft do niej jest już dawno skończony, ale pozostało zamienić go w urządzenie praktyczne.
I tak sobie powolutku haftuję... wydaje mi się, że coraz wolniej... ale przecież nie biorę udziału w wyścigach i uczę się patrzeć na osiągnięcia szybkościowe koleżanek bez kompleksów.

środa, 1 lutego 2012

Odeszła, ale pozostanie z nami...


Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata. 

Dla Pani Wisławy z podziękowaniem...


niedziela, 15 stycznia 2012

Tylko jeden i aż jeden

O jeden krzyżyk za daleko... w końcu musiałam przyjąć do wiadomości, że różnica tego jednego krzyżyka jednak ma wpływ na wygląd całości. A zrobiłam za dużo w  górnej ramce i potem już poszło.
Niech to ....!!!
Już mi się wcześniej nie podobało, że reniferek jakoś tak odstaje od środka, ale nie poświęciłąm tej myśli więcej czasu. byłam pewna, że jest dobrze, bo przeliczałam ramkę kilkakrotnie.
A teraz przy zawijaskach jest już całkiem nie bardzo.
Praktycznie mam do wyprucia i do poprawki większość prawej strony (patrząc na zdjęcie).
Nie chcę nic kombinować i sztukować, bo mnie samej będzie przeszkadzać świadomość takiego własnoręcznego bubla.
Czyli u mnie to już prawie norma... miało być pięknie, a wyszło jak zawsze.


Jednak postaram się nie zniechęcić do stopnia porzucenia robótki i powoli dokonać poprawek.

Robótkowo nowy rok już zaczął się nowymi projektami - w planach są i mniejsze i większe. 
W większości będą to nasze forumowe SAL-e, o których w następnym poście.
Dzisiaj wyciągnęłam z niebytu moje druty (od czerwca nieużywane!). A to przy okazji pociągowej. Zawsze w pociągu robię na drutach, w moim przypadku haftownie to zbyt duża ekwilibrystyka jak na warunki podróżne.
Ponieważ zima się objawiła (mróz będzie, albo i nie będzie) zrobię dla siebie prosty szyjogrzej.  
Ten który miałam poprzednio jakoś szybko się wysłużył, po prostu rozciągnął się aż za bardzo. 
Sprułam go i robię jeszcze prostszą wersję, bez kołnierza.
Dzisiaj miałam prawie dejavu - a to za przyczyną artystycznych dusz, działających w naszych kolejach. Zawsze mnie wprawiają w podziw i wywołują radość nazwy niektórych pociągów, szczególnie w zestawieniu z ich trasą.
Dzisiaj trafiłam do pociągu o wdzięcznej nazwie "Łęcka" (chociaż panna Izabela zawsze mnie wkurzała). Po drodze, w okolicy Koluszek, minął nas pociąg "Wokulski" - aż szkoda, że to nie było w Skierniewicach...

sobota, 31 grudnia 2011

Niech już będzie Nowy Rok!


Moim blogowym i forumowym, bliskim i dalszym koleżankom 
życzę  
zdrowia, szczęścia, miłości, radości...
A w Nowym Roku 2012
wielu pomysłów i samych sukcesów robótkowych.


W ten sylwestrowy wieczór siedzę przy komputerze z kieliszkiem mocno schłodzonego kruszonu pomarańczowego (oczywiście mojej roboty), odwiedzam znajome blogi, czytam, oglądam, składam życzenia... i nie rozmyślam za bardzo.
O mijającym roku chcę jak najszybciej zapomnieć... niech odejdzie w niesławie.
Nie robię podsumowań życiowych... nie chcę już wracać do złych chwil, których było tak dużo.
Odkreślam ten czas ...


Jedyne moje podsumowanie to robótkowe.
W ciągu całego roku zrobiłam niewiele - oprócz plażowej chusty (nie całkiem skończonej), nie zrobiłam na drutach nic więcej


edytuję posta, bo po czasie trafiłam na wpis biżuteryjny (więc niech już będzie razem).
To prościutka letnia bransoletka (w ramach zabawy na forum)


Jak się okaże, że jeszcze o czymś zapomniałam, to też dorzucę...

Dorobek krzyżykowy nie jest imponujący, szczególnie w porównaniu z osiągnięciami bardziej pracowitych koleżanek.
Coś jednak się zebrało


A w nowy rok wkraczam z jeszcze bardziej wydłużoną listą rozpoczętych haftów i hafcików.
Na pierwszym miejscu najnowszy, właśnie w trakcie - obrazek ze Świątecznego SAL-a.
Co prawda zabawa oficjalnie zakończyła się przed świętami, ale ja nadal sobie dziubię i to z wielką przyjemnością.
Stawiam niespiesznie kolejne krzyżyki... tak jest dobrze...

wtorek, 27 grudnia 2011

Nastrój świąteczny na dłużej

Dla mnie trwa jeszcze świąteczny czas...
Korzystając z okazji bardzo dziękuję  Wam za życzenia ...
Minione święta to były na przemian szczęśliwe i smutne chwile.
Same przygotowania bardzo ograniczyłam (może bardziej ograniczyła je moja mała wydajność fizyczna).
Jak co roku nie mam też żadnych wyrzutów z powodu nadmiaru jedzenia (o czym się teraz tak głośno mówi).
Nie marnuję jedzenia, bo zawsze kupuję i przygotowuję z namysłem. Nie stać mnie na rozrzutność i bezmyślność w wydawaniu pieniędzy.
A dzisiaj w południe lodówka była wyjątkowo pusta, prawie wszystko zjedzone.

Pozostając w nastroju świąt, tych dla mnie szczególnych... myślę o tym, ile chciałabym przygotować elementów dekoracyjnych do domu i własnoręcznie wykonanych upominków pod choinkę.
W poprzednich latach żartowałam, że powinnam zaczynać bożonarodzeniowe  przygotowania zaraz po Nowym Roku.
A teraz już całkiem na poważnie biorę pod uwagę całoroczną osobistą zabawę hafciarską pod hasłem "Na Boże Narodzenie" - będę jedyną uczestniczką tej zabawy, tym razem niczego nie organizuję na większą skalę.
Taka indywidualizacja domowa...
To wynika przede wszystkim z mojego powolnego tempa haftowania... a jak się jeszcze do tego doda codzienną bieganinę i jakieś nie przewidziane przeszkody to mam jak zwykle, czyli niewiele zrealizowanych planów.
I znowu tylko wzdycham przeglądając gazetki ze świątecznymi wzorami, bo pozostają nadal w sferze marzeń.
Kiedy myślę, że nie mam już całego życia przed sobą, ale tak dużo za sobą, chcę się spieszyć i zrobić jak najwięcej.
Logiczne jest, że chcąc przeznaczyć na to dużo czasu, muszę zacząć wcześniej, by w grudniu móc spokojnie tworzyć w naszym mieszkaniu świąteczne klimaty.
 
Będę więc sobie haftować (czerpiąc z tego czystą przyjemność) te swoje świąteczne różności, nie przejmując się kompletnie krytyką.
Krytyką niestosownego (jakoby!) pisania na blogu i pokazywania świątecznych prac w innych miesiącach i porach roku. Tu znowu mamy do czynienia z brakiem tolerancji, zmuszaniem do jedynie słusznego przeżywania świąt w konkretnym czasie.
A wyjście jest proste - nie czytać takich postów, przymusu nie ma.
Dla mnie właśnie przykre jest to, że nie wyrabiam się czasowo, że stresuję się pośpiechem i natłokiem spraw, których nie daję rady pokonać.

Raczej nie traktuję tego pomysłu jako noworocznych zobowiązań - nie robię takich, bo natychmiast tracę wszelką radość i przyjemność.
Bardziej jest to lista planów, a drugim punktem na tej liście będzie dokończenie rozpoczętych robótek.
Tych też jest niezły tłumek, więc chyba już mam cały rok zajęty?